Hallgrimur Helgason. Wywiad

Dodano: Grudzień 1 2010 przez admin

Wywiad z islandzkim pisarzem Hallgrimurem Helgasonem. Autor „Poradnika domowego kilera” opowiada o przyjemności pisania książek, kryzysie na Islandii, a także o tajemnicy życia, którą – podobno – posiedli właśnie Polacy.

Czy naprawdę Justin Timberlake jest jednym z najpopularniejszych artystów w Islandii, jak pisałeś w Poradniku domowym kilera?

(śmiech) Nie, myślę, że raczej nie.

Pytam, ponieważ polskim czytelnikom wydało się to dziwne, gdy przeczytali o tym w Twojej książce. Gdy myślimy o Islandii przychodzą nam na myśl gejzery, ten wulkan o długiej i trudnej nazwie, ale też zespoły jak…

Sigur Ros?

Tak, Sigur Ros, Bjork, The Mum. Więc dziwnie było przeczytać właśnie o Justinie, którego styl jest „nieco” odmienny.

Rzeczywiście, Justin leci czasami w radiu. Niektórzy ludzie lubią taki rodzaj muzyki.

Pewnie głównie nastolatki w klubach.

Tak, ludzie lubiący tańczyć.

W Poradniku domowym kilera jest wątek ciężko pracujących polskich robotników. Jak dobrze poznałeś ich i sposób, w jaki żyją?

Nie było to bezpośrednie doświadczenie. Widziałem ich głównie w wiadomościach w TV. W dobrych czasach, gdy powstawało u nas wiele budynków, mieliśmy wielu polskich robotników. I wielu mieszkało w barakach, tak jak opisałem w książce. W warunkach często nieludzkich… Nie byli traktowani zbyt dobrze i chciałem pokazać tę rzeczywistość w książce. Ale Polaków znałem głównie jako pracowników i jeśli poszło się np. do supermarketu, zawsze można było ich tam spotkać.

Mówiłeś, że znasz Chorwację i Chorwatów [Toxic, główny bohater Poradnika, jest Chorwatem – przyp. B.M.] głównie z meczów piłki ręcznej, jakie grali przeciw Islandii. Myślałem, że z Polakami będzie podobnie.

Hahaha, dokładnie. Ale mamy też wielu Polaków u siebie, w Islandii i stąd też ich znam.

Tak, są tam głównie po to, by pracować. Porozmawiajmy może o Islandii. Kreując seryjnego mordercę na główną postać swojej książki, w pewnym stopniu zawieszasz polityczną poprawność. Czy wszyscy Islandczycy mają do tego podobny stosunek, czy stoi to raczej w sprzeczności z ich przekonaniami?

Nie, myślę, że w książkach Islandczycy są otwarci na wszystko, szczególnie teraz, gdy  przetacza się u nas fala przestępczości, wszyscy mniej lub więcej piszą o przestępstwach i przestępcach, więc są otwarci na czytanie książki o kilerze, choć rzeczywiście książka została lepiej przyjęta w innych krajach.

Szczególnie w Niemczech.

Tak, odniosła tam rzeczywiście sukces.

Jako kryminał…

Tak, myśleli, że jest to jedynie kryminał, nic więcej.

W obu książkach – mam na myśli te wydane w po polsku, czyli 101 Reykjavik i Poradnik domowy kilera – używasz figury Innego, postaci, która naprawdę nie pasuje do społeczeństwa islandzkiego i wyróżnia się na jego tle. Może to być zabójca z Chorwacji, może nauczycielka tańca z Hiszpanii. Jaki jest cel takiego zabiegu?

Może po prostu piszę dużo o outsiderach. Nie wiem dlaczego, może jestem sam takim outsiderem i dlatego o nich piszę. Patrzę z zewnątrz na nasze codzienne, normalne, zwykłe islandzkie społeczeństwo. Myślę, że jest to też dużo bardziej interesujące – pisać o ludziach, którzy są inni, dziwniejsi i bardziej niezwykli niż normalni ludzie. Ci ostatni wydają się mniej ciekawi do opisywania.

W ten sposób dzięki kontrastowi ukazujesz również lepiej, kim są Islandczycy, zderzając ich z przedstawicielami innych kultur.

Tak, szczególnie w Poradniku… mogłem spojrzeć na Islandię zupełnie z zewnątrz, ponieważ główny bohater i zarazem narrator jest obcokrajowcem, więc pisałem tę książkę jako ktoś, kto nigdy nie był w Islandii i zastanawiałem się, jak to jest widzieć swój kraj, jakby nigdy się w nim nie było. Było to dla mnie bardzo ekscytujące pisać w ten sposób.

Wielki rosyjski pisarz, Lew Tołstoj, napisał opowiadanie o swoim społeczeństwie z punktu widzenia konia.

Nowelę?

Tak, czytelnicy oczywiście zauważyli, że ten koń jest niezwykle „ludzkim” zwierzęciem – trudno stwierdzić, co naprawdę myśli koń.

Jaki był tytuł tej książki?

Nie pamiętam, to była nowela. Nie wiem, w jakim zbiorze była umieszczona, ale nie powinno być trudno ją odszukać. Mówiłeś o Poradniku domowym kilera, że jest to książka o złym człowieku, nawet bardzo złym, który znalazł się między dobrymi ludźmi. Ale wydaje się, że w Poradniku nikt nie jest tak naprawdę dobry czy zły – Toxic jest w rzeczywistości niezwykle wrażliwy, jak na zabójcę, oczywiście, a postępowanie i przeszłość jego islandzkich nowych przyjaciół jest z moralnego punktu widzenia dosyć niejednoznaczna.

Tak, i myślę, że tak też jest w życiu. To znaczy, że nikt nie jest całkowicie zły czy dobry. Dla przykładu Gunholder z Poradnika domowego kilera – myślimy, że jest naprawdę złą osobą, a na początku dla Toxica jest dobra, lecz przecież nie do końca, robi złe rzeczy, ma romans z Toxicem, a nie rozstaje się z innym mężczyzną. I kłamie, Toxic wpada przez to w tarapaty. Kapłani nie unikają nielegalnych działań, m.in. sami ukrywają zabójcę. Tak więc każdy działa trochę poza prawem. Lubię to (śmiech). Czytelnicy nie powinni być całkowicie pewni, że ktoś jest złym człowiekiem, a ktoś dobrym i tyle. Takie podejście jest zbyt proste.

Uważasz więc, że pisarz nie powinien po prostu oceniać postaci i wskazywać, które działania są moralnie słuszne, a które nie – ale raczej wskazywać możliwości.

Tak, dlatego staram się nakłonić czytelnika, by współodczuwał z zabójcą, ponieważ właśnie dzięki temu, gdy Toxic zaczyna mówić o wojnie, o Bałkanach, widzimy, że doświadczył naprawdę okropnych rzeczy. Wtedy czytelnik stara się go zrozumieć i widzi, że niesprawiedliwe jest to, iż jako młody chłopiec Toxic musiał robić to wszystko, co zrobił. Staram się pomieszać dobro ze złem i pokazać ludziom, jak można robić złe rzeczy, które po prostu się wydarzają…

…i one po prostu się stały, bez żadnego wyboru, żadnej złej intencji. Postaci, które stwarzasz często wywołują sprzeczne uczucia, np. Hlynur z 101 Reykjavik, chłopiec czy raczej już mężczyzna, który może wydawać się zabawny, nieszczęśliwy, znudzony swoim życiem czy też niektórym przypominać Włocha mieszkającego wciąż z mamusią, tyle że na Islandii. Czy jest to specyficzna gra, w jaką wciągasz czytelnika – taka wielość możliwych interpretacji?

Tak, to najlepsza rzecz, jaką można zrobić, jeśli postać ma wiele stron. Jest niczym diament, który można podziwiać z wielu stron. Możesz patrzeć w określony sposób z jednej strony i w zupełnie inny z drugiej, ale wciąż w postaci musisz rozpoznać Hlynura. Musi więc mieć swój niepowtarzalny charakter, ale musi też być otwarty na interpretacje. Trzeba zatem myśleć o wielu rzeczach w trakcie pisania, ale jeśli masz do tego właściwe podejście, przychodzi to naturalnie. Staram się zawsze budować swoje książki w ten sposób, żeby było w nich miejsce na refleksję, uczucia, kontekst społeczny, ale też, żeby było zabawnie. Wszystkie te czynniki trzeba połączyć w jednej postaci czy utworze. Tak, jest w tym coś tajemniczego, w jaki sposób można ugotować tak pyszne danie z tak wielu różnych składników.

By widzieć w tym postaci i sytuacje z tak wielu stron.

Tak, możesz czytać książkę z krytycznie społecznego punktu widzenia albo jako zabawną historię po prostu, albo też odnaleźć wątki psychologiczne, wreszcie jako książkę o polityce – te wszystkie rzeczy muszą się w niej znaleźć.

Więc nie można Twoich książek po prostu czytać, lecz trzeba również myśleć – w Polsce, jak wiesz, wyszły w serii: Książki do czytania. Lecz najwidoczniej chodzi o coś więcej niż tylko czytanie. Wspomniałem Hlynura. Sądzisz, że w Islandii po wielkim kryzysie, jaki was dotknął, wciąż można żyć jak on? Mam na myśli – bez pracy, od weekendu do weekendu, od imprezy do imprezy.

Myślę, że jest nawet łatwiej. Obecnie mamy więcej bezrobotnych i dlatego więcej ludzi żyje jak Hlynur teraz – po kryzysie. I zasiłki dla bezrobotnych rosną, trzeba je nieco podwyższyć, żeby ludzie mogli przeżyć mimo braku pracy.

Czyli Hlynur wybrał takie życie, a teraz ludzie nie mają wyboru – muszą żyć w ten sposób?

Tak.

Xaobserwowałeś wiele zmian po tym, co się stało? Czyżby polscy robotnicy zniknęli z Islandii?

Tak, ale nie wszyscy, niektórzy wciąż u nas są. Ale wiele rzeczy uległo zmianie. Głównie mentalność Islandczyków, ponieważ przyzwyczaili się myśleć, że są najlepsi na świecie, że na Islandii jest najlepiej. Osiągnęli rzeczywiście wielki sukces gospodarczy, byli bardzo bogaci i posiadając tak wiele pieniędzy mogli robić, co chcieli. Tak więc nasza samoocena była wysoka, lecz to się zmieniło po wielkim kryzysie i teraz ludzie są bardziej skromni. Przyglądają się sobie i zastanawiają – co i dlaczego się stało, co oni zrobili źle i co powinni robić inaczej. Główna zmiana nastąpiła w ludzkich umysłach, ponieważ trudno zauważyć kryzys, jeżdżąc po Reykjaviku – ludzie mają wciąż niezłe samochody i wydają się po prostu żyć dalej.

Uważasz zatem, że Islandczycy stracili trochę wiarę w siebie czy stali się mądrzejsi?

Myślę, że nigdy nie stracą wiary, ponieważ mają ją głęboko, zawsze w sobie, więc ona zawsze powróci. Ale mam nadzieję, że czegoś się w ten sposób nauczymy i staniemy lepszymi ludźmi.

Język, jakiego używasz jest dosyć bezkompromisowy. Taki język może być zaletą, ale dla niektórych wadą – mam na myśli częste użycie wyrazów jak „pieprzony” czy zwrotu „ogolona cipka jest jak kiełbasa bez musztardy”. Jaki masz cel w opowiadaniu historii właśnie w taki sposób? Czy czytelnicy i recenzenci nie krytykują Cię za to?

Nie… Nie bardzo. Może na początku tak było, w 101 Reykjavik i innej mojej książce język był o wiele ostrzejszy i przesycony seksem – niektórych to nieco przerażało. Ale tak jest zawsze w moich książkach: trochę obscenicznych wyrazów i zwrotów. Może dlatego nigdy nie jestem zapraszany do radia, żeby czytać moje ksiązki. Wszyscy autorzy w Islandii mają możliwość czytania swoich książek w islandzkim radiu i czytają je np. przez trzy tygodnie po pół godziny dziennie, ale mnie nigdy nie zapraszają i sam się zastanawiam – może to dlatego.

Tak myślę.

Haha, no tak, te książki czytają w ciągu dnia.

Sądzę, że książki pisane takim językiem są z tego powodu ciekawsze. W końcu, takim językiem posługuje się większość ludzi na co dzień. Więc dlaczego nie używać go w literaturze?

Chcę, żeby literatura była jak najbliżej życia, a nie żeby była od niego odseparowana. Dlatego umieszczam w swoich książkach wszystko, o czym ludzie mówią, myślą, co istnieje w rzeczywistości. Jedną z takich rzeczy jest niewątpliwie ogolona cipka, więc musi się ona znaleźć również w książce.

Często pisarze narzekają, że pisanie jest dla nich koszmarem, okropnie meczącym procesem. Czy dla Ciebie pisanie jest bolesnym doświadczeniem czy przyjemnością? A może czymś pomiędzy? W Twoich książkach widać pełną humoru zabawę ze słowem, ale może to tylko złudzenie, jakie wywołuje efekt końcowy?

Nie, pisanie przychodzi mi naturalnie. Zawsze świetnie się bawię pisząc, czuję się najlepiej wtedy, gdy piszę, więc – uwielbiam pisać. To ciężka praca, ale przede wszystkim świetna zabawa.

A czy podobnie jest z czytaniem? Czy masz jakichś ulubionych pisarzy?

Tak, moim ulubionym autorem jest Halldór Laxness, Islandczyk, który otrzymał Nagrodę Nobla w 1955, lubię również Nabokova i jego „Lolitę”, Oscara Wilde’a i Szekspira. A z nowszych – amerykańskiego pisarza Philipa Rotha i Michela Houellebecqa; czytałem jego dwie książki.

A jacyś polscy pisarze?

Polscy… No nie wiem – czy Isaac Bashevis Singer jest polskim pisarzem?

Częściowo…

Częściowo… Lubię go, ale nie znam poza tym wielu polskich pisarzy. Kogo powinienem przeczytać?

Nie wiem… Myślę, że jednym ze sławniejszych na świecie, choć nie dostał Nobla, jest Witold Gombrowicz.

A tak, mam kilka jego książek.

Poza tym mamy też paru noblistów, np. Miłosza i Szymborską, ale nie jestem pewien czy koniecznie powinieneś ich poznać.

Ale dostali Nobla?

Tak, w XX wieku. Ale przecież wiele osób dostaje tę nagrodę. Czy mógłbyś powiedzieć coś polskim czytelnikom o swoich planach na przyszłość? Teraz Twoje książki są czymś podobnym do gotowych scenariuszy filmowych – myślę też o Miss Universe, która być może niedługo ukaże się w Polsce. Czy będziesz podążał w tym kierunku?

Myślę o swojej następnej książce i obecnie nad nią pracuję. Jest to książka o starej kobiecie bliskiej śmierci, która żyje w garażu w Reykjaviku i jedyne co ma to komputer i granat ręczny z czasów II wojny światowej. Spisuje swoje wspomnienia w garażu w Reykjaviku i rozmyśla o swoim całym życiu, o tym, jakie ono było. W czasie II wojny światowej była małą dziewczynką i żyła w dziwnych warunkach, błąkała się samotnie po ulicach miast w Niemczech. Akcja jednego z rozdziałów rozgrywa się w Polsce. Muszę czytać wiele książek i poszukiwać materiałów dotyczących II wojny światowej i całego XX wieku. Książka sięga ramami od 1920 roku do dziś, więc jest to sto lat historii, które muszę zmieścić w jednej powieści. Jest to bardzo trudne, ale mam przy tym również wiele zabawy. Mam nadzieję dokończyć tę książkę do końca roku. Pewnie w następnym zostanie wydana w Islandii i Niemczech. Mam nadzieję, że pewnego dnia ukaże się również w Polsce.

Niektórzy twierdzą, że jedyne co się liczy to książka, a nie jej autor. Jednak w trakcie lektury Twoich książek zastanawiałem się, kim jest autor. W swoich książkach pokazujesz swoje nastawienie, ale czy to naprawdę jesteś Ty? Czy ironia jest Ci tak bliska?

Tak, jest mi bardzo bliska. Nie jestem raczej takim zimnym typem jak Hlynur ze 101 Reykjavik. Nie przypominam również głównego bohatera z Poradnika domowego kilera. Ludzie często popełniają ten błąd i mylą mnie z moimi bohaterami – trochę na tym ucierpiałem, bo wszyscy myśleli, że jestem taki jak Hlynur. Jestem kimś zupełnie innym i ludzie nie powinni mylić mnie również z seryjnym zabójcą.

I na koniec – jaka jest Twoja opinia na temat Polski, kraju ciężko pracujących robotników znanych Ci z Islandii? Czy dostarczyliśmy Ci wielu wrażeń, a może nawet inspiracji do nowej książki?

Tak, zawsze zbieram wrażenia i doświadczenia, gdy podróżuję i niektóre z nich być może znajdą się w moich książkach. Polubiłem Polskę, ludzie tu są inni niż np. w Niemczech, dużo skromniejsi, ale i z większym poczuciem humoru niż właśnie Niemcy. Oczywiście, jesteście Słowianami, to zupełnie inna mentalność. Polska jest dla mnie wielkim krajem z masą ludzi. Gdy przyjeżdża się z Islandii, zawsze jest to duży kontrast. Mieliście bardzo skomplikowaną historię, dramatyczne zdarzenia z przeszłości są wręcz wyczuwalne, wielu ludzi poniosło tu śmierć. Wasza historia wciąż jest pełna cierpienia, czego przykładem może być ostatnia katastrofa samolotu w Smoleńsku. Jest coś z czym trudno sobie poradzić Polakom, ale przecież jednocześnie świetnie sobie z tym radzicie, z ironicznym uśmieszkiem na ustach. Polacy zdają się znać jakąś tajemnicę czy sekret życia, której inni nie znają, przynajmniej ja nie znam. Jestem bardzo ciekaw, dlaczego Polacy zawsze zdają się wewnętrznie śmiać.

Rozmawiał Bartek Maciejewski.

Przeczytaj także:

Poradnik domowego kilera – recenzja


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/kmcieslik/domains/literatki.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044