Pod rękę z autorem

Dodano: Marzec 26 2015 przez admin

Jerzy Limon, Młot na poetów albo Kronika ściętych głów, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2014.

Dawno już nie trafiłam na książkę, którą tak trudno byłoby sklasyfikować. Jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autor dokładnie to miał na myśli, pisząc ją i nadając jej właśnie taki kształt – żeby czytelnik musiał się zastanowić.

Jerzy Limon – literaturoznawca, anglista, teatrolog, tłumacz, dyrektor Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego – ma na swoim koncie wiele publikacji, m.in. Wieloryba, o którym informację można znaleźć w blurbie jego najnowszej książki Młot na poetów albo Kronika ściętych głów. Wydawca zaznacza: „Wszystkie źródła wykorzystane przez autora, umieszczone w obszernym aneksie, są wynikiem wieloletnich badań w bibliotekach na całym świecie, tak więc nie jest to sequel Wieloryba, w którym wszystkie źródła były sfabrykowane”. Mając na wstępie taką informację, można podejrzewać, że pisarz ponownie zechce wciągnąć nas w jakąś metatekstową grę. Czy tak się rzeczywiście dzieje?

Sięgając po Młot na poetów, trudno nie zwrócić uwagi na naprawdę dopracowane i piękne wydanie. Tytuł zarzuca oczywisty intertekstualny haczyk na Młot na czarownice, co znajduje swoje potwierdzenie w treści, lecz nie tylko to sprawia, że przenosimy się w odległy od naszego czas i zatapiamy w historii, rozumianej tutaj szerzej niż jedynie jako fabuła. Dobór fontów w tytułach rozdziałów i przypisach przywodzi na myśl oryginalne druki z epoki; liczne czarnobiałe ilustracje przedstawiają rękopisy, portrety postaci, rysunki, ilustracje z książek, przedmioty, które dają poczucie obcowania z przeszłością i z prawdą. Choć ta ostatnia może budzić wątpliwości.

Całość otwiera przypowieść o Heraklesie, który stanął na rozdrożu – młodość i witalność czy może mądrość? dobre samopoczucie czy zrozumienie? błoga nieświadomość czy prawda? Nie zdradzę, co wybrał bohater Wstępu na wskroś alegorycznego, jak tytułuje go autor, ani jaka była jego droga, jednak morał, który mógłby brzmieć „Prawda kosztuje” pasuje do książki Jerzego Limona jak ulał.

Trudności ze sklasyfikowaniem Młota na poetów wynikają jednak nie tylko z tego, w jaki sposób pisarz posługuje się historią i jej dokumentami, a może wręcz najmniej z tego. Jak zaznaczyłam na wstępie, istotny wydaje się kształt publikacji. Jest to licząca blisko czterysta stron sporych rozmiarów księga podzielona na części w bardzo specyficzny sposób, a przy tym pisana z wyraźną myślą o czytelniku. Wśród rozdziałów powtarzają się: Historia i Historii ciąg dalszy, studia przedmiotów oraz różnego rodzaju Dygresje; po drodze natrafiamy także na mnóstwo innych fragmentów – literackich, eseistycznych, naukowych czy plotkarskich, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Całość zamyka obszerny Aneks historyczny i bibliografia. To jednak nie wszystko, co należy powiedzieć o kompozycji i stylu – po tytule pojawia się bowiem dopisek „interaktywna historia powieściowa” i to on najlepiej definiuje Młot na poetów. Owa interaktywność polega głównie na tym, że jesteśmy prowadzeni przez autora-narratora za rękę podczas lektury powieści. Nie jest on jednakże nadopiekuńczym rodzicem i często pozwala nam dokonywać samodzielnych wyborów – stajemy wtedy na rozdrożu niczym wspomniany Herakles i musimy decydować, co zrobić z dalszym procesem czytelniczym. Pod koniec zaś trafiamy na Rozdział interaktywny, który odsyła nas… do przestrzeni pozaksiążkowej. A konkretnie do Internetu. Jeżeli czytelnik dysponuje programem do składu i łamania, może awansować na współautora i napisać ostatni rozdział samodzielnie, z silnym wsparciem źródłowym zawartym w aneksie. O ile oczywiście czuje się na siłach dorównać Jerzemu Limonowi – ja pozostanę czytelniczką.

Co z powieściowością tej historii? Oddajmy głos autorowi: „Rzadko się zdarza, by historia i zachowane częściowo, by nie powiedzieć zdawkowe, źródła dostarczyć mogły fabuły wprost tak sensacyjnej, jak ta, którą chcę przedstawić. Bo jest tu intryga, śledztwo, zemsta i śmierć. Nawet jeśli moja historia nie będzie miała początku i końca ani drugiej strony. Niczym wstęga Möbiusa” (41). Bohaterami Młota na poetów są postaci historyczne, historyczne jest też tło, zaś fabuła rzeczywiście zdaje się godna powieści szpiegowskiej. Mamy wiek XVII i poruszamy się głównie między Anglią, Szkocją i Prusami Królewskimi i Książęcymi, Gdańskiem, Braniewem i Kętrzynem. To właśnie w bliskich nam okolicach powstają co najmniej odważne i dosadne teksty mówiące o królu szkockim Jakubie VI i angielskim Jakubie I Stuarcie w jednej osobie. Jako że władca okazuje się wrażliwy na punkcie pijarowym, śladem trzech domniemanych autorów – Jana Starkowiusza, Bartłomieja Paceniusza i Kacpra Cichockiego – podążają królewscy szpiedzy. „Reasumując: z polecenia króla-poety trzech pisarzy tropią i ścigają dwaj zawodowi agenci-poeci oraz – last but not least – profesor-poeta” (54). Kontekstowo pojawiają się w tej opowieści także inne postaci, choćby William Szekspir i Elżbieta I, to naprawdę barwny korowód. Narracja prowadzona przez Limona inkrustowana jest licznymi cytatami z listów, utworów literackich, jak również wspomnianymi wcześniej ilustracjami. Choć czytamy powieść, czytamy historię, albo – choć czytamy historię, czytamy powieść. Trzeba zadecydować samemu.

Misz-masz stworzony przez Jerzego Limona nie byłby tak dobry, gdyby nie ujawniająca się w nim instancja autora. Eseistyczny, przyjemny w odbiorze styl, drobne złośliwości w odautorskich komentarzach, a do tego niespotykana erudycja i widoczna w każdym przypisie pasja – to one sprawiają, że Młot na poetów jest publikacją wartościową. Idąc za porównaniem wyjętym z treści, można by powiedzieć, że książka ta – niczym postaci na obrazach Arcimbolda tworzone z owoców, warzyw i przedmiotów – na naszych oczach staje się spójną całością. Jak ją ułożymy, zależy w dużej mierze od nas, jednak zamysł autora wydaje się realizowany z dużą dyscypliną i w zgodzie z konkretną wizją.

Dla miłośników epoki elżbietańskiej, dla szukających alternatywnego wobec tradycyjnych narracji sposobu przedstawienia historii książka Limona powinna być spełnieniem oczekiwań i czystą przyjemnością. Dla laików – źródłem wiedzy przekazywanej w przystępny sposób, a dla poszukujących ciekawej lektury – pewnym wyzwaniem, które warto podjąć. „…materiału dostarczyliśmy już bez mała całą belę. Na kilka powieści i scenariuszy filmowych. Może i dramat” (205). Pozostaje tylko iść za radą autora i pisać.

Anna Zatora


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/kmcieslik/domains/literatki.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044